Fed nie podniósł stóp, ceny kredytów wyhamują

Amerykański bank centralny Fed postanowił walczyć o podtrzymanie słabnącego wzrostu gospodarczego w USA. Walka z inflacją zeszła przejściowo na drugi plan. Kredytobiorcy na całym świecie odetchnęli z ulgą

Główna stopa w USA pozostała na poziomie 5,25 proc. Od dwóch lat podwyżki Fed były dla innych banków centralnych kierunkowskazem do podobnych działań. Dlatego to dobra wieść dla kredytobiorców, także kupujących mieszkania i domy w Polsce. Przez rynki finansowe przetoczyła się w ostatnich miesiącach fala podwyżek stóp, która podbijała wysokość odsetek. Cena kredytu poszła w górę m.in. w Japonii, Eurolandzie, Szwajcarii, Danii, RPA, a w naszym regionie na Słowacji. Szczególnie podwyżki w strefie euro i Szwajcarii uderzyły po kieszeni Polaków mających kredyty w walutach obcych.

Z tego powodu od kilku tygodni nie tylko inwestorzy i analitycy, ale także konsumenci z niecierpliwością czekali na wtorkowe wieści Fed.

Radość klientów banków i posiadaczy kart kredytowych może jednak być krótkotrwała, bo w komunikacie towarzyszącym decyzji Fed dał do zrozumienia, że jeśli zagrożenie inflacją nadal będzie duże, to ponownie może podnieść stopy. To początkowo zaniepokoiło inwestorów na amerykańskich giełdach – zaczęli oni sprzedawać akcje, które przed decyzją Fed chętnie kupowali. W pierwszej reakcji indeksy na Wall Street i Nasdaq straciły z grubsza pół procenta.

Decyzja Fed była jednym z najważniejszych wydarzeń w tegorocznym kalendarzu finansowym – od niej zależy bowiem kierunek przepływu kapitału na całym świecie oraz ceny akcji, obligacji i walut, także na młodych rynkach takich jak Polska, Węgry i Czechy.

Do czerwca 2004 r. Fed utrzymywał główną stopę na najniższym poziomie od ponad 40 lat. Chciał ruszyć z miejsca największą gospodarkę świata pogrążoną w recesji. Tani kredyt zrobił swoje, PKB wzrosło, a Fed rozpoczął cykl podwyżek stóp, który miał tłumić inflację towarzyszącą wzrostowi gospodarczemu. Do podwyżek dopingowała także zawrotnie drożejąca ropa, która znacząco podbijała inflację. W efekcie nastąpiło siedemnaście z rzędu podwyżek stóp.

Fed we wtorek nie miał łatwego zadania. Z jednej strony cena baryłki ropy prawie wyrównała historyczny rekord, wzmagając lęk przed inflacją, z drugiej wzrost gospodarczy w USA w II kw. wyniósł jedynie 2,5 proc., co wyraźnie rozczarowuje po 5,6 proc. w I kw. Firmy skarżyły się na topniejące zyski, co negatywnie wpływa na indeksy na Wall Street. Bezrobocie w lipcu nieoczekiwanie wzrosło do 4,8 proc., to niepokojący sygnał dla największej gospodarki świata.

Fed musiał położyć na szali z jednej strony dbałość o wzrost gospodarczy, a z drugiej zwalczanie inflacji, która ostatnio zdopingowała banki centralne na całym świecie do podwyżek stóp.

Inwestorzy jeszcze przed decyzją Fed pozbywali się dolarów. Stabilizacja stóp procentowych osłabia bowiem atrakcyjność amerykańskich obligacji rządowych, które jak magnes przyciągały międzynarodowy kapitał. Teraz pieniądze mogą popłynąć w inne części świata. Inwestorzy już zaczęli kupować inne waluty – euro umocniło się do blisko 1,29 dol. i do rekordu wszech czasów brakowało mu jeszcze sześciu centów. Ten mechanizm spowodował wzmożone zakupy czeskich koron, forintów i złotówek. Nasza waluta umocniła się na tyle, że dolar na początku tygodnia kosztował jedynie 3 zł, a euro – 3,86 zł. W górę poszły też notowania polskich obligacji.

Wysokość stóp procentowych ma kapitalne znaczenie na globalnym rynku długu. W USA stopa jest wyższa niż w Polsce o 1,25 pkt proc. Taka różnica powoduje, że zagraniczni inwestorzy mogą być bardziej zainteresowani inwestowaniem w obligacje amerykańskie niż polskie. Ale do kupowania polskich papierów może zachęcać umacniający się złoty – daje inwestorom ekstra zarobek ponad odsetki od obligacji.

Tomasz Prusek, Gazeta Wyborcza

Opcje dostępności

Wysoki kontrast
Czytaj stronę
Kliknij aby czytać
Podświetlenie linków
TT
Duży Tekst
Odstępy między tekstami
Zatrzymaj animacje
Ukryj obrazy
Df
Przyjazny dla dysleksji
Kursor
Struktura strony