Stopy procentowe rosną, kredyty podrożeją
Europejski Bank Centralny podniósł główną stopę procentową do 3 proc. Oznacza to, że kredyty w euro będą droższe, a wkrótce być może i we frankach
Inwestorzy nie mieli złudzeń, że ECB podniesie w czwartek główną stopę o 0,25 pkt proc., po raz czwarty z rzędu w ciągu niespełna roku. Stopy od miesięcy rosną na całym świecie, bo banki centralne boją się skoku inflacji, głównie za sprawą rekordowo drogiej ropy.
Decyzja ECB to zła wiadomość dla Polaków, którzy kredyt, np. na zakup domu czy mieszkania, zaciągnęli w europejskiej walucie.
– Banki aktualizują oprocentowanie najczęściej co kwartał lub co pół roku. Dlatego podwyżki stóp przez ECB nie przekładają się na ceny kredytów w prosty i szybki sposób, ale oczywiście prędzej czy później oznaczają wyższe raty – mówi Maciej Kossowski, analityk z firmy doradczej Expander. O ile wyższe? Według wyliczeń Expandera przy pożyczce 200 tys. zł różnica w racie z powodu zmiany stóp sięgnie teraz niecałe 28 zł (przy założeniu średniej 2 proc. marży banku.
Kredyty we frankach też zdrożeją
Kredyty w euro nie należą jednak do najpopularniejszych, bo Polacy przede wszystkim zadłużają się we frankach szwajcarskich. Tylko pozornie decyzja ECB nie odbije się na ich portfelach. Szwajcarzy bowiem bacznie patrzą na cenę kredytu w strefie euro i najczęściej decyzja o podwyżce w Eurolandzie jest dla nich sygnałem, że powinni wykonać podobny ruch. Tak było w czerwcu, gdy ECB podniósł stopę o “ćwiartkę”, a tydzień później szwajcarski bank centralny (SNB) uczynił to samo.
– Korelacja między stopami w Szwajcarii i Eurolandzie od czasu powstania strefy euro wynosi ok. 95 proc., a to oznacza, że poruszają się praktycznie równolegle. Jednocześnie stopy w Szwajcarii zawsze były niższe niż w strefie euro o 1-1,5 pkt proc. I to najbardziej istotny argument za zadłużaniem się we frankach – mówi Kossowski. Cena kredytu w Szwajcarii jest obecnie najwyższa od ponad pięciu lat, ale rynek oczekuje, że SNB nie powiedział jeszcze ostatniego słowa.
Drogi kredyt bije w giełdy
O ile wczorajszy ruch ECB był przewidywany, to rynki finansowe kompletnie zaskoczył Bank Anglii, podnosząc główną stopę o 0,25 pkt proc. – obecnie wynosi 4,75 proc. Wywołało to spadki na światowych giełdach, bo idące w górę stopy to zmartwienie nie tylko dla kredytobiorców, ale także inwestorów giełdowych. Coraz wyższe stopy windują bowiem atrakcyjność obligacji, które konkurują z akcjami o przyciągnięcie kapitału. Przykładowo w czerwcu podwyżka stóp w ECB odbiła się fatalnie na notowaniach giełdowych w Europie, powodując dotkliwe spadki, które nie ominęły także parkietu w Warszawie.
W czwartek dojrzałe giełdy (Frankfurt, Paryż, Londyn) straciły z grubsza 0,5-1,5 proc., przy czym najchętniej gracze pozbywali się akcji w Londynie. W Warszawie indeks 20 największych spółek WIG20 stracił aż 3,3 proc. Jakby mało było wieści z ECB i Banku Anglii, to na podwyżki zdecydowały się także banki centralne: Danii i zaliczanej do młodych rynków RPA.
Koniec taniego pieniądza
Na tym tle nasza Rada Polityki Pieniężnej nadal prowadzi politykę taniego pieniądza, bo w tym roku stopy spadły dwukrotnie – do najniższego poziomu w historii 4 proc. Ale często słychać głosy, że era taniego pieniądza w Polsce skończy się w 2007 r.
Podwyżka stóp na rynkach międzynarodowych jest złą wiadomością dla polskich obligacji, bo wysokość stóp steruje przepływem kapitału, który jest lokowany na młodych rynkach. Inwestorzy, mając do wyboru np. polskie i zagraniczne obligacje, mogą decydować się na te ostatnie, jeśli uznają, że różnica na korzyść Polski w oprocentowaniu nie jest na tyle duża, aby zrekompensowała ryzyko.
– Nie ma się co oszukiwać, atrakcyjność naszych obligacji nie jest już taka duża jak kiedyś. Ale w Czechach stopy procentowe były niższe niż w strefie euro, a mimo to nie brakowało chętnych na czeskie obligacje – mówi Michał Woźniak zarządzający funduszami obligacji w Credit Suisse Asset Management w Warszawie. W jego ocenie nie ma zagrożenia dla polskich obligacji, przynajmniej dopóki inflacja u nas będzie utrzymywana na niskim poziomie.
Wczoraj, po podwyżce stóp przez Bank Anglii, ceny naszych obligacji minimalnie spadły, a później ponownie po wystąpieniu szefa ECB Jean-Claude’a Tricheta. Dał on do zrozumienia, że można oczekiwać dalszych podwyżek stóp w strefie euro.
Teraz inwestorzy z niepokojem czekają na 8 sierpnia, gdy decyzję o stopach podejmie amerykański Fed. W ciągu dwóch lat w USA podniesiono stopy już 17 razy – za każdym razem o ćwiartkę. Cena kredytu wynosi tam obecnie 5,25 proc.
Tomasz Prusek, Gazeta Wyborcza