Zakaz lichwy blisko
Choć restrykcyjnej ustawie sprzeciwiają się rząd, NBP i urząd antymonopolowy, jest niemal pewne, że posłowie zdążą z jej ostatecznym uchwaleniem przed końcem kadencji. Przerażeni bankowcy straszą nieobliczalnymi skutkami nowego prawa dla gospodarki
Poselska krucjata przeciwko wysoko oprocentowanym kredytom bankowym ma według jej pomysłodawców – posłów PiS oraz SLD – ograniczyć liczbę osób, które wpadają w pętlę zadłużenia. Niezbyt dokładne szacunki mówią, że ze spłatą kredytów nie radzi sobie 500-750 tys. osób, które nierozsądnie zadłużyły się w bankach i u pośredników finansowych. Liczbę wszystkich kredytobiorców bankowcy szacują na co najmniej 6-8 mln osób.
Projekt nowego prawa przewiduje, że do kodeksu cywilnego wpisana zostanie klauzula zabraniająca pożyczania pieniędzy na procent przekraczający czterokrotność tzw. stopy lombardowej. Jest ona ustalana na posiedzeniach Rady Polityki Pieniężnej. Obecnie wynosi 6,5 proc., a więc „sufit” wyniósłby ok. 26 proc. To sporo więcej, niż wynoszą odsetki np. od kredytów hipotecznych czy samochodowych (6-12 proc.), ale mniej od oprocentowania niektórych kart kredytowych, kredytów gotówkowych czy pożyczek Providenta.
Sejmowe przyspieszenie
Jeszcze do niedawna prace nad ustawą niemiłosiernie się ślimaczyły. Ale im bliżej końca kadencji, tym bardziej posłowie przyspieszają. Ledwie tydzień temu sejmowe komisje zakończyły rozpatrywanie poprawek wniesionych po drugim czytaniu, a już wiadomo, że trzecie czytanie – ostatnie przed wysłaniem ustawy do Senatu – odbędzie się w najbliższy piątek lub sobotę. Ten termin potwierdziła „Gazecie” posłanka Aldona Michalak (do niedawna SLD), pomysłodawczyni poselskiej walki z lichwą.
Ekspresowe tempo prac wynika z tego, że najbliższe posiedzenie Sejmu ma być ostatnim, na którym posłowie będą rozpatrywali nowe ustawy. Jeśli zwolennicy lichwy „załapią się” na ten termin, potem będą mieli już z górki. Przez zdominowany przez posłów lewicy Senat ustawa antylichwiarska powinna przejść gładko, a później pozostanie tylko ostateczne głosowanie w Sejmie. Biorąc pod uwagę to, że ustawę popierają wszystkie większe kluby poza PO i częścią SLD, jej przyjęcie wydaje się przesądzone. I jeszcze latem trafi ona na biurko prezydenta.
Lichwa obejmie wszystkich
Przeciwko projektowi ustawowego ograniczania odsetek od kredytów jednym głosem opowiadają się rząd, Narodowy Bank Polski i urząd antymonopolowy. Według Urzędu Komitetu Integracji Europejskiej fragmenty ustawy są niezgodne z dyrektywami Brukseli. Najwięcej kontrowersji wzbudza to, że do ustawy będą się musiały stosować nie tylko banki i pośrednicy kredytowi, ale też firmy emitujące obligacje, przedsiębiorstwa udzielające sobie kredytu kupieckiego oraz zwykli obywatele pożyczający od siebie pieniądze. Przeciwnicy ustawy alarmują, że choć wiele krajów w zachodniej Europie ma ustawodawstwo antylichwiarskie, to nigdzie nie obejmuje ono całej gospodarki. Bankowcy krytykują też uzależnienie granicy lichwy od stopy lombardowej NBP. W krajach, które walczą z lichwą, odniesieniem są stopy rynkowe, a nie te ustalane arbitralnie przez bank centralny.
IBnGR: to zaszkodzi gospodarce!
„Gazeta” dotarła do niepublikowanego jeszcze raportu Instytutu Badań nad Gospodarką Rynkową. To pierwsze opracowanie analizujące konsekwencje wprowadzenia limitu odsetek dla polskiego rynku finansowego. Według specjalistów IBnGR nowe prawo spowoduje w latach 2006-09 spadek wartości udzielonych przez banki kredytów konsumpcyjnych przynajmniej o 5 mld zł. Banki spiszą bowiem na straty najbardziej ryzykownych klientów, którym dziś udzielają kredytów na wysoki procent. Z kwitkiem odszedłby niemal co dziesiąty potencjalny kredytobiorca. Wartość całego rynku kredytów konsumpcyjnych w 2009 r. analitycy IBnGR szacują na 64-70 mld zł.
Z opracowania wynika też, że limity odsetkowe m.in. ograniczą rozwój sektora pośredników kredytowych specjalizujących się w obsłudze najmniej zamożnych Polaków, utrudniając im dostęp do kredytu.
Pod rządami nowej ustawy pracę straci też przynajmniej 80 tys. osób zatrudnionych w sektorze finansowym. Według IBnGR mniej udzielonych kredytów przełoży się też na zmniejszenie tempa wzrostu gospodarczego o 0,2-0,3 proc. rocznie (cały wzrost PKB w latach 2006-09 analitycy instytutu szacują na blisko 5 proc. rocznie).
Sejmie, opamiętaj się!
Czy posłowie wezmą pod uwagę opracowanie IBnGR przygotowane na zamówienie sektora finansowego? – Zwolennicy ustawy przez wiele miesięcy sami nie zamówili ani jednej ekspertyzy na temat jej skutków – oburza się Andrzej Roter z Konferencji Przedsiębiorstw Finansowych. Roter ma nadzieję, że prezydium Sejmu nie dopuści do pośpiesznego uchwalenia wadliwego projektu. – Nikt nie zbadał skutków wprowadzenia ustawy, wiele instytucji, w tym rząd, jest przeciwko niej. Liczymy na pomoc prezydium Sejmu, które powinno czuwać nad jakością stanowionego prawa – dodał Roter.
Maciej Samcik, Gazeta Wyborcza