Bruksela nie odpuści Polsce za Unicredito?

Unijny komisarz ds. rynku wewnętrznego Charlie McCreevy chce kontynuować procedurę dyscyplinującą przeciwko Polsce za blokowanie fuzji Pekao-BPH – dowiedziała się „Gazeta”. McCreevy – twierdzą nasi informatorzy w Brukseli – uważa, iż porozumienie zawarte przez Unicredito z polskim rządem nic nie zmienia. Czy przekona innych komisarzy?

Jak nieoficjalnie dowiedziała się „Gazeta”, komisarz McCreevy jest przekonany, że w polskim wątku fuzji Unicredito z HVB (czyli w sprawie połączenia Pekao z BPH) mogło zostać złamane europejskie prawo i procedurę dyscyplinująca trzeba kontynuować.

McCreevy – twierdzą nasi informatorzy w Brukseli – uważa, iż porozumienie zawarte przez Unicredito z polskim rządem (które – zdaniem Warszawy – miało całą sprawę definitywnie zakończyć) nic nie zmienia. Komisarz uważa, że Unicredito zostało zmuszone do podpisania tego porozumienia. Bank, którego obowiązkiem jest dbać o interesy klientów i udziałowców, nie mógł pozwolić sobie na dalsze siłowanie się z niechętnym mu rządem. I dlatego ugodę podpisał.

Naruszona swoboda

Swoje wątpliwości McCreevy przedstawił w liście, jaki na początku marca przesłał do Warszawy („Gazeta” dotarła do kopii tej korespondencji). Stwierdził, że polski rząd, blokując fuzję i powołując się na umowę prywatyzacyjną z 1999 r., mógł złamać traktat Wspólnoty Europejskiej, a konkretnie przepisy gwarantujące swobodę przedsiębiorczości oraz swobodę przepływu kapitału.

Umowa, na którą powoływał się nasz rząd, zakazywała Pekao SA kupowania innych polskich banków. Tymczasem obowiązująca od lat interpretacja unijnego prawa stwierdza, że państwa członkowskie mogą obwarowywać umowy prywatyzacyjne warunkami, ale tylko gdy nie dyskryminują one firm ze względu na pochodzenie i wynikają z określonych celów polityki gospodarczej. Muszą też być jasne, nie pozostawiać swobody interpretacji.

Tymczasem – jak uważa Bruksela – kluczowa klauzula z umowy prywatyzacyjnej z 1999 r. nie ma jasnego celu politycznego. Nie ma też mowy o jasności interpretacji, bo Polska sama selektywnie interpretowała klauzulę prywatyzacyjną, np. gdy w 2003 r. Pekao nabył prawie 20 proc. udziałów Wschodniego Banku Cukrownictwa, polski rząd nie interweniował.

W sprawie fuzji Pekao-BPH formalnie toczy się jeszcze jedno postępowanie. Prowadzi je komisarz ds. konkurencji Neelie Kroes. Bada ona, czy polski rząd nie próbował sobie zawłaszczyć jej kompetencji w zakresie prawa konkurencji. – Decyzja, czy kontynuować to postępowanie, nie zostanie podjęta w najbliższym czasie – powiedział „Gazecie” Jonathan Todd, rzecznik komisarz Kroes.

Sprawa do wygrania?

Decyzja Komisji Europejskiej, czy kontynuować postępowanie przeciwko Polsce, zapadnie więc dopiero za kilka miesięcy. Rozmówcy „Gazety” w Brukseli podkreślają, że wszystko może jeszcze zakończyć się pomyślnie dla Polski. Przypominają, że komisarz McCreevy nie może samodzielnie podjąć decyzji w sprawie dalszego ciągu „procedury dyscyplinującej”. Zgodzić się na to muszą wszyscy komisarze.

Polska może poprawić swoją sytuację, jeżeli np. wycofa z Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości swoją skargę na Komisję (rząd złożył ją w odwecie, gdy Bruksela zajęła się fuzją Pekao-BPH). To byłby pojednawczy gest w stronę Komisji.

Ponadto – zdaniem wysokiego przedstawiciela polskiego rządu – komisarz McCreevy może napotkać na poważne trudności, jeśli będzie chciał ciągnąć sprawę Unicredito. – Żeby coś udowodnić, komisarzowi będzie potrzeba współpraca z włoskim bankiem – mówi nasz rozmówca w ministerstwie finansów. – A przecież jeśli Unicredito chce mieć dobre stosunki z polskim rządem, to chyba nie zachowa się nie fair.

Ale jeśli Bruksela postanowi kontynuować procedurę przeciwko Polsce w sprawie Unicredito, byłaby to już kolejna sprawa, jaką nam wytoczono. Z około 250 procedur naruszenia prawa, jakie wszczęto przeciwko nam od 1 maja 2004 r., niemal połowa została już zamknięta z pozytywnym wynikiem dla Polski. Spośród tych, które jeszcze zamknięte nie są, trzy trafiły do Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości, a dalszych sześć jest na etapie „uzasadnionej opinii” (ostatni krok przed pozwem do trybunału).

Jak udało nam się ustalić, Polska nie wypada jednak wcale tak źle w porównaniu do innych krajów. Czechy (kraj znacznie mniejszy) mają w sądzie aż pięć spraw, trochę lepsi są Węgrzy – mają ok. 180 wszczętych procedur, ale żadnej sprawy w sądzie.

A już porównanie z krajami „starej” Unii powinno całkowicie uspokajać. Hiszpania ma rozpoczętych blisko… 5 tys. procedur, 28 z nich znalazło się sądzie, Grecja ma prawie 4,5 tys. otwartych procedur dyscyplinujących, z czego 30 znajduje na etapie sądowym.

Konrad Niklewicz, Gazeta Wyborcza

Opcje dostępności

Wysoki kontrast
Czytaj stronę
Kliknij aby czytać
Podświetlenie linków
TT
Duży Tekst
Odstępy między tekstami
Zatrzymaj animacje
Ukryj obrazy
Df
Przyjazny dla dysleksji
Kursor
Struktura strony