BCC przeciwne podwyżce składki na ubezpieczenie zdrowotne
Nie ma zgody na podwyżkę składki na ubezpieczenie zdrowotne – powiedział we wtorek prezes Business Centre Club Marek Goliszewski w Radiu PiN. „Płacę 40 tys. zł rocznie jako składkę zdrowotną i w ciągu ostatnich 16 lat korzystałem z publicznej opieki zdrowotnej dwa razy. Te pieniądze w moim przekonaniu marnują się, dlatego, że system jest niewydolny” – powiedział Goliszewski.
Zdaniem Goliszewskiego, to pacjent powinien wybierać, spośród prywatnych ośrodków zdrowia, gdzie będzie się leczył. Te ośrodki zdrowia muszą walczyć o pacjenta jakością usług. To pacjent powinien wybierać komu daje pieniądze ze swojego ubezpieczenia. „Pieniądze muszą iść za pacjentem” – powiedział Goliszewski.
Jego zdaniem, każdy powinien mieć zagwarantowany podstawowy koszyk usług medycznych w ramach ubezpieczenia obowiązkowego, reszta powinna być finansowana z ubezpieczenia prywatnego, które będzie pokrywało dodatkową jakość tych usług.
Prezes BCC jest za zmniejszeniem składki rentowej. Powiedział, że jednym z czynników skłaniających młodych ludzi do wyjazdu z Polski są wysokie „narzuty” na wynagrodzenia. „Płaca pracownika w ogólnym koszcie jego zatrudnienia, to zaledwie 40 proc. 60 proc. pracodawca musi płacić jako narzut do Skarbu Państwa. Jeżeli składki rentowej nie zmniejszymy, to narzut ten będzie taki sam albo większy i młodzież dalej będzie wyjedżać, a płace zostaną na tym samym, niskim poziomie” – powiedzia.
Jego zdaniem, pytanie, skąd wziąć pieniądze na podwyżki dla służby zdrowia należy skierować do ministra finansów i premiera. „Pieniądze są marnotrawione i więcej jest w budżecie państwa niż dzisiaj się mówi tylko, że te pieniądze idą na zaspokojenie pewnych obietnic wyborczych i na zaspokojenie tych, którzy są silni, np. górników” – powiedział Goliszewski.
Wzrost składki na ubezpieczenie zdrowotne z obecnych 9 do 13 proc. zaproponował w piątek minister zdrowia Zbigniew Religa. Jest to – jego zdaniem – jedyny sposób, by w ciągu kilku lat podnieść kwotę wydatków na służbę zdrowia do poziomu 6 proc. PKB postulowanego przez strajkujących lekarzy i pielęgniarki.
PAP, PB.pl