Polacy lubią oszczędzać w dolarach. A te tanieją
Dolar stale traci na wartości, wczoraj kosztował najmniej od jedenastu lat! Cieszą się kierowcy i spłacający kredyty dolarowe – to zrozumiałe. Trudno zrozumieć tysiące osób, które od lat oszczędzają w amerykańskiej walucie – zgromadzili w bankach ponad 5 mld dol., których wartość topnieje.
Dolar słabnie na całym świecie. Na międzynarodowym rynku walutowym wczoraj był najsłabszy w historii względem euro (czyli od 1999 r.), które kosztuje już 1,3764 dol. W porównaniu z funtem brytyjskim jest najtańszy aż od 26 lat.
Dziś światowi gracze masowo sprzedają dolary, wolą lokować kapitał w euro. Są przekonani o tym, że bardziej opłaca się inwestować na Starym Kontynencie. Spodziewają się, że to Europejski Bank Centralny, a nie amerykańska Rezerwa Federalna będzie w najbliższym czasie podnosić stopy procentowe. Liczą na dwie podwyżki stóp w Europie, do 4,75 proc. jeszcze przed końcem roku. W Stanach podstawowa stopa ma w tym czasie pozostać na dotychczasowym poziomie 5,25 proc.
Na EBC sypie się teraz grad krytyki ze strony europejskich przedsiębiorstw i polityków. Zarzucają mu, że zbytnio koncentruje się na utrzymaniu stabilnych cen, zapominając o wspieraniu wzrostu gospodarczego. W takim tonie wypowiadał się ostatnio nowy prezydent Francji Nicolas Sarkozy. Niemieckie, włoskie i francuskie koncerny straszą, że tracą konkurencyjność, ich eksport jest coraz droższy. Grożą przenoszeniem produkcji do tańszych krajów.
W Polsce przez ostatnie lata kurs złotego też był gorącą kwestią polityczną. Jak tylko złoty bardzo słabł lub się umacniał, podnosiła się wrzawa, różni politycy przedstawiali swoje szacunki, ile powinniśmy płacić za dolara lub euro, i apelowali do NBP o interwencje. Teraz panuje cisza, choć wczoraj na rynku międzybankowym dolar kosztował tylko 2,724 zł – najmniej od 11 lat. Być może dlatego, że dolar przestał być dla nas strategiczną walutą.
Ekonomiści nie mają wątpliwości, że nasza gospodarka w większym stopniu zależy dziś od euro.
Udział transakcji eksportowych rozliczanych w dolarach spada z roku na rok, gdyż większość naszych towarów i usług trafia do Unii Europejskiej. W imporcie udział dolarów utrzymuje się na poziomie około 30 proc. – Około 80 proc. całego polskiego handlu zagranicznego prowadzimy z krajami Unii Europejskiej, w związku z czym zmiany kursu dolara nie mają aż tak dużego znaczenia, jak miały w przeszłości – mówi prof. Andrzej Sławiński, członek Rady Polityki Pieniężnej.
Dolar wciąż pozostaje główną walutą, którą płacimy za sprowadzane surowce. Spadek jego kursu sprawia, że rosnące ceny paliw w mniejszym stopniu uderzają po kieszeni kierowców. – Gdyby dolar kosztował dziś 3 zł, to litr najpopularniejszej benzyny bezołowiowej podrożałby o 18 gr, do 4,63 zł – wylicza Szymon Araszkiewicz, analityk firmy e-petrol.pl.
Jest jeszcze jeden przyczółek dolarowy – lokaty walutowe. Ciułacze darzą „zielone” olbrzymim sentymentem – na bankowych kontach odłożyli blisko 5,2 mld dol.! To prawie połowa wszystkich depozytów walutowych! Kwota ta nie podlega większym wahaniom, wygląda więc na to, że posiadaczom lokat dolarowych nie przeszkadza, że po przeliczeniu na złote ich oszczędności stale topnieją.
Od naszego wejścia do Unii Europejskiej dolar staniał o 31 proc. – 1 maja 2004 r. to była magiczna data – przyznają ekonomiści. – Wówczas wielu uczestników rynków finansowych, zwłaszcza z USA, nabrało zaufania do Polski. Płynący do nas kapitał inwestycyjny i unijne fundusze wzmacniały notowania złotego nie tylko do dolara, ale i do innych walut – cena franka szwajcarskiego spadła o 26 proc., funta brytyjskiego – o 22 proc., a euro – o 21 proc.
Mocny złoty sprzyja importowi
Obecnie polskie firmy coraz więcej sprowadzają z zagranicy, bo mocno inwestują. Według GUS od stycznia do maja tego roku wartość importu liczonego w euro wzrosła o 14,5 proc. – Import będzie się jeszcze bardziej nasilał, bo moce produkcyjne krajowych przedsiębiorstw są w dużym stopniu wykorzystane, więc konsumpcja Polaków będzie zaspokajana przez towary zagraniczne – mówi Małgorzata Krzysztoszek, ekonomistka PKPP Lewiatan.
Przez pierwsze pięć miesięcy roku polski eksport wzrósł o 12 proc., czyli wolniej niż import. Według Małgorzaty Krzysztoszek eksporterzy od dawna sygnalizowali, że silny złoty ogranicza ich możliwości sprzedaży za granicę. – Teraz coraz większe możliwości sprzedaży daje szybko rozwijający się polski rynek. Konsumpcja w kraju rośnie bardzo szybko, więc jeśli firmy mają kłopoty z eksportem, zawsze mogą sprzedać swoje towary w kraju – mówi Krzysztoszek. Według niej, jeśli złoty dalej się będzie umacniał, to dla coraz większej liczby firm eksport będzie nieopłacalny. – Od 2005 r. liczba małych i średnich firm sprzedających za granicę spada, inaczej jest w przypadku dużych firm. Jednak wiele z nich to przedsiębiorstwa z kapitałem zagranicznym – mówi ekonomistka.
Patrycja Maciejewicz, Leszek Baj, Gazeta Wyborcza