Akcje są drogie, ale indeksy mogą dalej rosnąć
Spadki na chińskiej giełdzie, które obserwowaliśmy w środę, tylko na moment powstrzymały wzrosty na światowych rynkach akcji. Wczoraj indeksy znów pięły się w górę.
– Światowe rynki akcji są w euforii. Na świecie i w Polsce jest dużo wolnego, taniego kapitału, który napędza hossę – mówi GP Artur Zaręba, makler DM BZ WBK.
Choć i maklerzy, i analitycy twierdzą, że ceny akcji wielu spółek są już wysokie, to w zasadzie spodziewają się kontynuacji długoterminowego trendu wzrostowego indeksów. Z wyliczeń GP wynika, że gdyby spółki z indeksu WIG20 osiągnęły maksymalne prognozowane przez analityków poziomy, to indeks miałby wartość blisko 4450 pkt. Oznaczałoby to wzrost wobec obecnych poziomów o ponad 20 proc.
Dobre dane
Analitycy podkreślają, że sytuacja światowej i polskiej gospodarki jest daleka od recesji. W I kwartale wzrost gospodarczy w Polsce wyniósł 7,4 proc. i był najwyższy od dziesięciu lat.
– Wzrost gospodarczy świetnie widać w wynikach małych i średnich firm. Silne wzrosty sprzedaży i zysków uzasadniają zwyżki cen ich akcji – mówi Zaręba.
Andrzej Powierża, szef analityków DM PKO BP, ostrzega, że wyniki spółek za II kwartał mogą rozczarować.
– Dzięki pogodzie I kwartał był bardzo dobry w całej gospodarce. W kwietniu i maju było dużo więcej wolnych dni niż rok wcześniej. To będzie miało wpływ na wyniki firm – mówi Andrzej Powierża.
Maklerzy i analitycy dostrzegają, że na wzroście gospodarczym korzystają nie tylko firmy, ale także konsumenci. Spada bezrobocie, rośnie konsumpcja, ludzie mają pieniądze i chcą je gdzieś ulokować, np. w funduszach inwestujących w akcje.
– Za jakiś czas, ale nie wiadomo kiedy, dojdzie do korekty. Sygnał do niej przyjdzie z zewnątrz. Sądzę, że dadzą go raczej Chiny niż USA. Sygnał przestraszy inwestorów i może wywołać kilkutygodniowe spadki – mówi GP Andrzej Powierża.
– Korekta 20-30 proc. byłaby zdrowa, ale jej prawdopodobieństwo jest nikłe – uważa Zaręba.
Uwaga na chińskiego smoka
Zachodni ekonomiści twierdzą, że nawet jeśli Alan Greenspan, były szef amerykańskiego Zarządu Rezerwy Federalnej, ma rację i pęknie spekulacyjny balon na chińskiej giełdzie, to nie spowoduje to załamania światowej gospodarki. Podobne do Greenspana poglądy na rozwój sytuacji na chińskiej giełdzie ma też m.in. Zhou Xiaochuan, prezes Ludowego Banku Chin, oraz Li Ka-shing, najbogatszy człowiek w Azji.
Ekonomiści zwracają uwagę, że chiński rynek giełdowy ma niewielki wpływ na tamtejszą gospodarkę. Co prawda, na giełdzie inwestuje już ponad 100 mln Chińczyków, ale jest to nikły procent populacji tego kraju. Ponadto zagraniczni inwestorzy ciągle mogą inwestować w Chinach w sposób bardzo ograniczony. Choć Chiny to czwarta potęga gospodarcza świata, to tamtejszy rynek akcji to zaledwie 4 proc. globalnej kapitalizacji giełd.
– To relatywnie małe kasyno. Implikacje ewentualnego krachu na chińską gospodarkę też nie będą wielkie – uważa Edwin Truman, były dyrektor departamentu finansów międzynarodowych Fed, a obecnie związany z waszyngtońskim Peterson Institute for International Economics.
Gra, a nie inwestycje
Na światowe giełdy wpływ miałoby załamanie w chińskiej gospodarce, ale ta rozwija się nadal szybko. OECD przewiduje, że w tym i przyszłym roku wzrost wyniesie 10 proc. Agencja ratingowa Moody’s stwierdziła w tym tygodniu, że nie wyklucza podniesienia oceny wiarygodności kredytowej Chin.
– Chiński rząd obawia się, że zbyt wielu Chińczyków gra na giełdzie, że staje się to rodzajem hazardu. 30-proc. spadek indeksu byłyby zdrowy dla rynku – mówi Mark Mobius, który zarządza 30 mld dolarów ulokowanymi w Templeton Asset Management.
– Gdyby indeks spadł o 50 proc., wielu ludzi straciłoby pieniądze. Ludzie mogliby wyjść na ulice – uważa Fraser Howie, współautor książki o roli giełdy w chińskiej gospodarce.
Tomasz Świderek, Gazeta Prawna