GPW groźnie puchnie od emerytalnych pieniędzy z OFE
Emerytury 12 milionów Polaków jeszcze nigdy nie zależały tak bardzo od koniunktury giełdowej. – Grozi nam bańka spekulacyjna na giełdzie, chyba że pozwolimy funduszom na większe zakupy za granicą – mówią niektórzy ekonomiści
– Po parkiecie krąży coraz mniej akcji. Za kilka lat trudno będzie kupić papiery, nie wpływając na ich notowania – obawiali się już sześć lat temu szefowie otwartych funduszy emerytalnych (OFE). Teraz temat wrócił. Pretekstem okazał się: • gwałtowny wzrost indeksów giełdowych w ostatnich latach • wyceny akcji, które 25 razy przekraczają średnio roczne zyski spółek (na Zachodzie średnia to 15-krotność) oraz • rosnące z roku na rok zaangażowanie OFE na giełdzie.
– Obawiamy się o wyhodowanie bańki spekulacyjnej na giełdzie. Fundusze emerytalne kupują akcje polskich firm, nie zwracając zbytnio uwagi na ich wyceny – przestrzegł niedawno Krzysztof Rybiński, wiceprezes Narodowego Banku Polskiego i jednocześnie członek Komisji Nadzoru Finansowego.
– Już teraz notowania niektórych spółek gwałtownie rosną bez żadnych przesłanek fundamentalnych, czyli np. poprawy wyników finansowych – dodaje Michał Szymański, dyrektor ds. inwestycji w największym towarzystwie emerytalnym PTE Commercial Union.
OFE pojawiły się w 1999 roku. Były podstawą reformy, która miała odciążyć dotychczasowy system emerytalny oparty na państwowym ZUS-ie. Do funduszy co miesiąc trafia część wynagrodzenia 12 mln Polaków – ok. 1 mld zł. Na koniec czerwca uzbierało się już 138 mld zł. Pieniądze te fundusze inwestują głównie w obligacje skarbowe i akcje spółek notowanych na warszawskiej giełdzie. Ustawa przewiduje, że w obligacjach fundusz może ulokować do 60 proc. aktywów, w krajowe akcje – maksymalnie 40 proc. O ile obligacji nie brakuje, to z akcjami zaczyna być problem. Powód? OFE, dokupując drożejące akcje, zbliżyły się już do ustawowego limitu inwestycyjnego. Obecnie mają w akcjach już 38,4 proc. wszystkich aktywów (53 mld zł).
Apetyt na akcje krajowych instytucji tylko w niewielkim stopniu są w stanie zaspokoić liczne debiuty giełdowe. W tym roku na parkiecie pojawiło się 39 firm, co stawia warszawską giełdę wśród najszybciej rozwijających się na świecie.
Analitycy i szefowie państwowych instytucji prześcigają się w pomysłach, jak zapobiec bańce spekulacyjnej. – System OFE tworzono osiem lat temu. Wydaje się że najwyższy czas na poważną debatę nad zmianą dotychczasowej polityki inwestycyjnej funduszy emerytalnych – mówi Łukasz Dajnowicz, rzecznik KNF. Głos zabrał szef warszawskiej giełdy Ludwig Sobolewski. Zaproponował, aby OFE inwestowały w akcje krajowych spółek aż połowę aktywów. – Inwestorom bardzo podobałby się ten postulat. Problem w tym, że bańka spekulacyjna rosłaby nadal, tylko moment jej przekłucia przesunąłby się w czasie – kontruje na swoim blogu Piotr Kuczyński, główny analityk Xeliona.
Wiceprezes NBP proponuje, aby fundusze w większym stopniu niż dotychczas mogły inwestować zagranicą (nawet do 30 proc. aktywów z obecnych 5 proc.). To – jego zdaniem – urozmaiciłoby portfele OFE, a w przyszłości zaowocowałoby ich wyższymi zyskami. – To dyskusyjne posunięcie. Wypływ 30 procent kapitałów za granicę Polski zmniejszy możliwość pozyskiwania kapitałów przez polskie spółki, a to z kolei nie poprawi sytuacji na naszym rynku pracy – komentuje Kuczyński.
Branża emerytalna na ogół popiera Rybińskiego.
Według Szymańskiego z PTE CU w pierwszej kolejności trzeba ustawowo rozszerzyć portfel funduszy o chociażby inwestycje w fundusze inwestycyjne typu venture capital, waluty, lokaty w instrumenty pochodne, które umożliwią zabezpieczanie się przed niekorzystnymi zmianami stóp procentowych czy możliwość dokonywania pożyczek papierów wartościowych. – Potrzebne jest też zniesienie barier, które utrudniają, a czasem nawet uniemożliwiają inwestycje w atrakcyjne inwestycje zagraniczne w ramach obecnego limitu – dodaje Szymański.
Wszyscy nasi rozmówcy są zgodnie w jednym: – Pęknięcie bańki spekulacyjnej doprowadzi do dużych strat przyszłych emerytów, wielu drobnych inwestorów oraz rzeszy 2 mln klientów funduszy inwestycyjnych. Ograniczy też rozwój rynku kapitałowego na wiele lat.
Andrzej Stec, Gazeta Wyborcza