Kuszenie klientów wyższym oprocentowaniem
Banki zaczęły prześcigać się w podnoszeniu oprocentowania lokat i przygotowaniu specjalnych promocji. Biją się o klientów, którzy pięć lat temu uciekali przed tzw. podatkiem Belki
– Wydawałoby się, że przed Bożym Narodzeniem zaczyna się sezon na pożyczki gotówkowe, a nie na depozyty. W tym roku jest jednak całkiem inaczej – mówi Marek Ubysz, który w Banku Millennium odpowiada za lokaty.
Banki zaczęły proponować dużo wyższe oprocentowanie lokat niż dotychczas. I tak oprocentowanie 3-miesięcznej lokaty połączonej z funduszami inwestycyjnymi w Citibanku Handlowym wynosi już 11 proc. w skali roku, a podobnego depozytu w Bank Millennium 10 proc., zaś w Banku BGŻ 9 proc. Jeszcze niedawno za tego typu lokaty banki oferowały nie więcej niż 6 – 7,5 proc. w skali roku. Bankierzy oferują gigantyczne oprocentowanie głównie po to, żeby zdobyć kolejnych klientów indywidualnych. Dziś taki klient – skuszony zyskami – założy jedynie lokatę, ale już jutro bank zaoferuje mu kredyt, rachunek oszczędnościowy, kolejne fundusze inwestycyjne czy nawet ubezpieczenie.
Podatek Belki
Boom depozytowy analitycy finansowi wiążą z tym, że właśnie grosklientów banków odnawia lokaty, które założyli w listopadzie 2001 roku, uciekając przed tzw. podatkiem Belki.
Wprowadzono wówczas 20-procentowy podatek od odsetek. Jego pomysłodawcą był ówczesny minister finansów Marek Belka. Dziś bankowcy nie są w stanie dokładnie określić wielkości lokat, które zostały założone przed pięciu laty i jeszcze trwają lub są odnawiane co roku. Niektórzy twierdzą, że jest to około 2 mld złotych, choć są i tacy, którzy szacują je nawet na 4 mld złotych.
Zmiana stóp ożywia bankowców
Michał Glinka, dyrektor Departamentu Produktów Detalicznych w Banku BGŻ, uważa, że obecne depozytowe ożywienie w bankach zawdzięczamy także prognozom zmian stóp procentowych. Bowiem większość ekonomistów twierdzi, że nieunikniony jest wzrost wysokości stóp procentowych w pierwszej połowie przyszłego roku, choć możliwe, że stanie się to już w pierwszym kwartale.
– Jeszcze nie można mówić o wojnie cenowej, raczej o rosnącej konkurencji – mówi Glinka.Niektóre banki, nie czekając na decyzję Rady Polityki Pieniężnej, postanowiły już zmienić oprocentowanie, by przyciągnąć do siebie klientów. – Dzięki takiej strategii wyróżniamy się na rynku – wyjaśnia Jakub Grzechnik, dyrektor ds. produktów bankowych w Citibanku Handlowym.
Pierwszy postanowił wyróżnić się Bank Millennium. To on zaoferował roczne oprocentowanie w wysokości 10 proc. w skali roku. – Chcemy mieć znaczący udział w rynku nie tylko w kredytach hipotecznych, ale także w depozytach – mówi Marek Ubysz. Konkurenci szybko odpowiedzieli na wyzwanie Millennium.
Bez funduszy nie wyjdziesz z banku
Citibank Handlowy, Millennium, Deutsche Bank PBC i BGŻ nie oferują wysokiego oprocentowania standardowych lokat. Połączyły one depozyty z funduszami inwestycyjnymi.
Oznacza to, że za co najmniej połowę pieniędzy klient musi kupić jednostki funduszy, a tylko druga część jest lokowana na wysoki zysk. Banki oferują do wyboru conajmniej kilka funduszy, nie trzeba więc wybierać tych ryzykownych.
Od 2001 roku coraz więcej Polaków, zamiast zostawić oszczędności swojego życia w banku, woli powierzyć je zarządzającym funduszami inwestycyjnymi. Powód jest prosty: zyski funduszy mogą być nawet kilkakrotnie wyższe niż z depozytów.
– Przeciwstawianie się przenoszeniu oszczędności z lokat bankowych do funduszy inwestycyjnych nie miałoby żadnego sensu. Chcemy na tym po prostu skorzystać – mówi Michał Glinka.
O ogromnym zainteresowaniu funduszami mówi także Marek Ubysz.
– Nie chcemy, żeby nasi klienci inwestowali swoje oszczędności bez rozmowy z doradcą. Nie chcemy, żeby teraz, kiedy indeksy giełdowe są na szczycie, kupowali jednostki funduszy akcyjnych – twierdzi Marek Ubysz.
Istotne jest to, że banki nie oferują depozytów rocznych czy półrocznych, a tylko 3-miesięczne. Chodzi im głównie o to, żeby przyciągnąć klienta.
Eliza Więcław, Rzeczpospolita