PKO BP: kto pierwszy, ten lepszy

W najbliższym czasie do łask wrócą prawdopodobnie kolejki społeczne. A wszystko za sprawą oferty akcji PKO BP. Zapisy prowadzone na zasadzie „kto pierwszy, ten lepszy” gwarantują dużą dawkę emocji, tym bardziej że słynne już lokaty prywatyzacyjne będzie mogło w jednym oddziale banku założyć – przy maksymalnym limicie – zaledwie trzydziestu inwestorów.

Każdy, kto stanie w kolejce po walory PKO BP z zamiarem założenia lokaty prywatyzacyjnej, będzie mógł także dysponować jednym – poświadczonym notarialnie – pełnomocnictwem, uprawniającym do zapisu na inną osobę. W ten sposób szanse pozostałych kolejkowiczów poważnie zmaleją. W efekcie na liście potencjalnych nabywców może znaleźć się już tylko piętnaście osób.

Wiele będzie zależało od wielkości placówki (a jest ich łącznie 1200) i szybkości obsługi, co może skutkować nierównymi szansami przy zakupie. W jednym oddziale akcje będzie mogło kupić wówczas np. czterdziestu inwestorów, a w innym już tylko dwudziestu – oczywiście zakładając, że przyjdą bez pełnomocnictw i złożą zapisy na maksymalną liczbę walorów. Skarb Państwa wycofał się jednak z pomysłu, aby maksymalna wartość lokaty sięgała 50 tys. zł (obecnie 20 tys. zł).

W ten sposób resort zwielokrotnił szanse zakupu papierów. Poprzedni scenariusz zakładał bowiem, że akcji wystarczy dla 14,4 tys., a nie jak obecnie dla 36 tys. osób, które skorzystają z lokat prywatyzacyjnych (łącznie mogą wynieść 720 mln zł). Wówczas przy maksymalnym limicie w posiadanie papierów weszłoby dwanaście pierwszych osób z kolejki, a dodatkowo z pełnomocnictwami już tylko sześć. Czeka nas więc batalia, w której główną rolę odegrają – podobnie jak w początkach rozwoju rynku kapitałowego w Polsce – siła mięśni i spryt kupujących.

Czy nagrodą w tej nierównej walce okażą się profity, jakie były np. udziałem drobnych inwestorów sprzed ponad dziesięciu lat? Wówczas sprzedaż Banku Śląskiego, również prowadzona z myślą o drobnych inwestorach, przyniosła w giełdowym debiucie krociowe zyski. Zainwestowany w ofercie publicznej kapitał zwiększył się po pierwszym notowaniu akcji na parkiecie 13,5 razy.

Z ogromnym zainteresowaniem inwestorów spotkały się również wielkie prywatyzacje z 1997 r. (Bank Handlowy, KGHM Polska Miedź) i 1998 r. (Bank Pekao, Telekomunikacja Polska). W tym okresie na rynek trafiły również akcje kolejnych prywatyzowanych przez Skarb Państwa spółek: Powszechnego Banku Kredytowego i PKN. Podobnie jak w przypadku PKO BP, drobni inwestorzy byli szczególnie traktowani przez resort skarbu, uzyskując wiele przywilejów przy zakupie akcji.

Przy prywatyzacjach największych państwowych molochów resort skarbu upodobał sobie zwłaszcza grupę tzw. drobnych inwestorów. Głównym argumentem za uprzywilejowaniem osób o dosyć skromnych zasobach finansowych było – w przypadku każdej kolejnej prywatyzacji – dążenie do maksymalnego rozproszenia walorów.

Aby zachęcić osoby, które na co dzień nie są aktywne na rynku kapitałowym, wprowadzono wiele przywilejów, których np. nie otrzymali inwestorzy instytucjonalni. Pomysł okazał się trafny, ściągając do biur maklerskich tłumy nowicjuszy. W grudniu 1994 r., a więc w początkowym okresie rozwoju warszawskiej giełdy, liczba rachunków inwestycyjnych wzrosła – m.in. za sprawą upublicznienia i sprzedaży wśród drobnych inwestorów akcji Banku Śląskiego (obecnie ING BSK) – do 820,5 tys.

Było ich wówczas dziesięciokrotnie więcej niż w I kw. 1993 r. Podczas giełdowego debiutu akcje kosztowały 13,5 razy więcej niż w ofercie publicznej. Tłumy szturmowały biura maklerskie, aby złożyć świadectwa depozytowe na nowo otwieranych rachunkach. Jednak sprzedaż akcji na giełdzie okazała się dosyć trudna, bowiem – z uwagi na masowy charakter oferty – potwierdzanie świadectw przez brokerów przedłużyło się nawet do kilku tygodni.

Kolejne wielkie programy prywatyzacyjne nie przyniosły już tak spektakularnych zysków posiadaczom akcji. Jednak i w1997 r., kiedy na rynek trafiły walory Banku Handlowego oraz KGHM i w 1998 r. (sprzedaż akcji TP SA, a także Banku Pekao), drobni klienci mogli skorzystać np. z dyskonta przy zakupie udziałów.

Dbałość w tym zakresie widoczna jest również w przypadku oferty akcji PKO BP. Dla inwestorów bowiem, którzy nabędą papiery banku przy użyciu lokaty prywatyzacyjnej i dla tych, którzy złożą zapisy w pierwszym tygodniu, Skarb Państwa przewidział 4-proc. dyskonto od ustalonej wcześniej ceny sprzedaży. W przypadku osób, które zapiszą się w drugim tygodniu, dyskonto ma już jednak wynieść tylko 2 proc.

Resort przewidział również tzw. darmową akcję premiową, która po roku zostanie przydzielona inwestorom indywidualnym za każde przetrzymane przez rok dwadzieścia walorów PKO BP. Moim zdaniem uaktywnienie drobnych akcjonariuszy ma doskonały walor edukacyjny, szczególnie jeśli weźmiemy pod uwagę wprowadzenie na rynek nowych produktów, jak choćby indywidualne konta emerytalne – podkreśla Alfred Adamiec, doradca inwestycyjny.

Jego zdaniem, oprócz zysków z inwestycji na giełdzie, inwestorzy osiągną podwójną korzyść – zostaną bowiem zmuszeni do pogłębienia wiedzy na temat mechanizmów działania rynku. W trakcie debiutu nie spodziewam się spektakularnych wzrostów ceny akcji PKO BP, przebicie może wynieść kilka procent. Jednak w dłuższym terminie, wraz z prowadzoną restrukturyzacją, bank powinien prezentować się coraz atrakcyjniej, co nie pozostanie również bez wpływu na giełdowy kurs papierów – dodaje A. Adamiec.

Pierwotnie w ramach transzy dla drobnych inwestorów – zarówno tych, którzy złożą zapisy za pośrednictwem lokaty prywatyzacyjnej, jak i w biurze maklerskim – miało się znaleźć od 21 do 25 proc. akcji. Minister skarbu Jacek Socha nie wykluczył jednak, że w ramach transzy dla krajowych inwestorów detalicznych łączna pula akcji wzrośnie nawet do 40 proc. całej oferty.

Krzysztof Pączkowski, Gazeta Prawna

Opcje dostępności

Wysoki kontrast
Czytaj stronę
Kliknij aby czytać
Podświetlenie linków
TT
Duży Tekst
Odstępy między tekstami
Zatrzymaj animacje
Ukryj obrazy
Df
Przyjazny dla dysleksji
Kursor
Struktura strony