Pracowita Wielkanoc bankowców
Wielkanoc wcale nie jest „tańsza” niż święta Bożego Narodzenia. Według badań CBOS-u urządzenie zimowych świąt uszczupliło portfel Polaka średnio o 360 zł oraz 290 zł na prezenty gwiazdkowe.
Tymczasem kwoty deklarowane na zaopatrzenie wielkanocnego stołu sięgnęły w ub.r. 288 zł na rodzinę, a w tym roku mają być nawet nieco mniejsze zdaniem prawie połowy badanych.
Tyle że wielkanocny czas trwa zaledwie trzy dni. Ale jeśli ktoś wymarzył sobie uczcić tradycję religijną w wielkim rodzinnym stylu, to handlowcy i bankowcy powitają go w swoich progach zgięci w pół.
Niektóre firmy, w ciągu kilku tygodni poprzedzających Święta Bożego Narodzenia sprzedają prawie połowę swojej rocznej produkcji. Według danych GUS-u w ub.r. sprzedaż detaliczna w marcu 2002 rosła szybciej niż w 2003 roku właśnie dlatego, że przedwielkanocne zakupy dwa lata temu przypadły na I kwartał roku, podczas gdy zazwyczaj jest to już kwiecień.
Handlowcy powinni się cieszyć, bo w tym roku w marcu, mimo że optymizm konsumentów spadł, nie zmieniła się skłonność do zakupów. Początek kwietnia, można się spodziewać, będzie czasem wzmożonych zakupów. Na wiosnę łatwiej też zachęcić klientów do nowych produktów. Niektóre banki i pośrednicy finansowi, licząc na wiosenne nastroje klientów, przygotowali specjalne produkty: kredyty, karty kredytowe, lokaty.
Przy produktach kredytowych warto być ostrożnym i to z dwóch powodów: rzeczywista roczna stopa procentowa (RRSO) jest wyższa niż nominalna podawana w informacji reklamowej, a promocja ma tę paskudną cechę, że nie trwa wiecznie.
Choć banki zobowiązane są ustawą o kredycie konsumenckim umieszczać na folderach informację o RRSO, to często jest to przykładowa RRSO, właściwa dla konkretnej sumy i warunków kredytowania. Uważne wczytanie się w reklamową ulotkę może nie wystarczyć, najlepiej wprost zadać pytanie: „Jaka będzie w moim przypadku rzeczywista roczna stopa procentowa albo koszt kredytu?”. Nie inaczej jest przy produktach depozytowych.
Oprocentowanie lokaty może i jest wysokie, ale dopiero w 6. miesiącu od jej założenia. Owszem, lokata jest wysoko oprocentowana już na początku okresu, ale pod warunkiem, że saldo minimalne będzie odpowiednio wysokie.
To znane chwyty marketingowe banków. Skoro już wszystkie warunki korzystania z produktu są jasne, pozostaje tylko przyjrzeć się konkurencji.
A konkurencja robi, co może, żeby przyciągnąć uwagę potencjalnych klientów, a nawet ułatwić im zmianę banku „na lepszy, czyli nasz”. Coraz więcej banków bawi się w karty co-brandowe, organizuje konkursy, nawet maratony (mBank!), tworzy elitarne kluby klientowskie.
Taka forma aktywizacji klientów zacieśnia więzy z ich bankiem i wzmacnia poczucie lojalności. Na tej samej zasadzie wywierania wpływu na ludzi poprzez mechanizm wzajemności działają akcje promocyjne skierowane tylko do stałych klientów.
Produkty sezonowe mają tę cechę, że premiują klientów własnych banków: tych, którzy mają ROR-y już przez dłuższy czas albo tych, którzy założą konto wraz z zaciągniętym kredytem.
Stały klient musi być także klientem wzorowym, czyli takim, który reguluje w terminie zobowiązania wobec banku. Lepiej więc zaplanować wcześniej wiosenne pożyczki, bo można się załapać na preferencyjne warunki.
Polacy niechętnie zapożyczają się w bankach po to, żeby móc urządzić świąteczny stół czy wyjechać na wakacje, ale nic nie stoi na przeszkodzie, żeby skorzystać z promocyjnych warunków produktów oszczędnościowych.
A to dopiero początek wiosny. Aż nie chce się wierzyć, że banki poprzestaną na dotychczasowej ofercie depozytowej. Czekamy na promocje funduszy inwestycyjnych!
Marta Chmielewska, Gazeta Finansowa