Uważaj na niby-polisy dołączane do kredytów
Bank proponuje ci łącznie z kredytem lub kartą ubezpieczenie od ciężkiej choroby lub utraty pracy? Przeczytaj dokładnie jego warunki, bo często takie ubezpieczenie prawie przed niczym nie chroni, za to słono kosztuje – czytamy w „Gazecie Wyborczej”.
Ubezpieczenia „przywiązywane” do kredytów lub kart kredytowych robią ostatnio prawdziwą furorę. Mają je w ofercie niemal wszystkie banki. To przede wszystkim ubezpieczenia od śmierci, poważnego zachorowania lub utraty pracy. A w przypadku kredytów hipotecznych – ubezpieczenia niskiego wkładu własnego oraz pomostowe, do czasu wpisania hipoteki do księgi wieczystej.
Z szacunków „Gazety” wynika, że polisy dołączane do bankowych ofert kredytowych – zarówno te dobrowolne, jak i obowiązkowe – wykupuje już grubo ponad połowa wszystkich klientów banków. To oznacza, że rocznie wydajemy na składki takich ubezpieczeń przynajmniej miliard złotych!
Kłopot w tym, że wiele polis sprzedawanych z kredytem daje tylko pozorną ochronę. W warunkach często aż roi się od zapisów, które wykluczają wypłatę odszkodowania. Dotyczy to zwłaszcza polis dodawanych do kredytów gotówkowych, ratalnych oraz kart kredytowych.
Dla banków polisy dodawane do kredytów są złotym interesem – pracy przy pozyskaniu klienta nie ma wiele (wystarczy proponować polisę wszystkim, którzy przychodzą po kredyty), a z płaconej składki część pieniędzy przeważnie pozostaje w banku. Zdarza się, że ubezpieczenia to ukryta prowizja, dzięki której banki mogą sobie pozwolić na oferowanie niskiego oprocentowania samego kredytu.
Na przykład ubezpieczenie posiadaczy kart kredytowych w Lukas Banku (jeśli kupujemy pełny pakiet: ubezpieczenie od zgubienia karty, śmierci lub inwalidztwa, czasowej utraty pracy) kosztuje aż 0,85 proc. kwoty zadłużenia. Przy kwocie zakupów kartą rzędu 2 tys. zł składka wyniesie więc aż 17 zł miesięcznie, czyli ponad 200 zł rocznie!
Więcej na ten temat w „Gazecie Wyborczej”.