Inwestorzy coraz chętniej spoglądają na afrykańskie kraje
To, że świat jest naprawdę „globalną wioską”, na rynku finansowym widać jak na dłoni. Za naciśnięciem klawisza na klawiaturze możemy inwestować chociażby w europejskie, azjatyckie albo amerykańskie akcje. Bywa i tak, że wiemy więcej o rozwoju fińskich telekomów, japońskich banków albo amerykańskich producentów oprogramowania niż o ojczystych przedsiębiorstwach.
Jednak jeden kontynent dla większości inwestorów pozostaje zagadką i nie cieszy się póki co szczególnym zainteresowaniem – Afryka. W Niemczech (których „międzynarodowa” oferta inwestycyjna jest naprawdę bogata) są tylko dwa fundusze akcyjne inwestujące wyłącznie na czarnym lądzie – UBS Equity Fund South Afrika i EMIF-South Africa. A i ich krąg zainteresowań jest dość skromny – inwestują wyłącznie w RPA. Nie powinno to być jednak zaskoczeniem – RPA jest wzorcem dla pozostałych krajów kontynentu. Kapitalizacja giełdy wynosi tam 200 miliardów dolarów (kolejne największe giełdy to Egipt – 20 miliardów, Maroko i Nigeria – po 11,5 miliardów).
Giełda w Johannesburgu znacznie zyskiwała ostatnimi laty głównie dzięki boomowi na rynku surowców. Ogromny popyt z Chin nie mógł pozostać bez znaczenia dla kontynentu bogatego w złoto, platynę, diamenty, miedź i ropę. Jednak to nie jedyny motor rozwoju południowoafrykańskiej gospodarki. W ciągu dwunastu lat od zakończenia apartheidu powstało tam wiele przedsiębiorstw działających na całym kontynencie np. banki, telekomy czy sieci handlowe. Umorzenie sporej części długów międzynarodowych, stabilniejsza sytuacja polityczna i wprowadzanie reform gospodarczych sprawiają, że inwestorzy chętniej spoglądają na afrykańskie kraje.
Poza RPA również wspomniane już wyżej Egipt, Nigeria, Maroko oraz Zimbabwe i Kenia cieszyłyby się z pewnością również sporym zainteresowaniem, gdyby nie restrykcje, które nakładają na zagranicznych inwestorów oraz niewielka płynność ich rynków akcji. Nie zmienia to jednak faktu, że dobrze trzymać rękę na afrykańskim pulsie, bo potencjał tego kontynentu może jeszcze mile zaskoczyć.
Michał Ziętal, na podst. Martin Diekmann, Financial Times Deutschland