Inwestorze czy się kwalifikujesz?

Grzegorz Zalewski *

Rynek kapitałowy w Polsce czeka na nową ustawę o ofercie publicznej i warunkach wprowadzania instrumentów finansowych do zorganizowanego systemu obrotu oraz o spółkach publicznych. W wielu publikacjach zwraca się uwagę, że właśnie następuje przełom i uporządkowanie pewnych spraw oraz wprowadzenie nowych pojęć. Jednym z takich pojęć jest definicja inwestora kwalifikowanego.

To co zaproponowano to hybryda rozwiązań z rynków zachodnich. Niestety, podobnie jak wielokrotnie w przeszłości, nie jest to piękny kwiat nieznanego dotychczas gatunku tylko raczej potwór, który nie wiadomo czemu ma służyć.

W krajach zachodnich inwestorem kwalifikowanym (poza instytucjami) mogą być zamożne osoby prywatne. Osoby te mogą nabywać udziały w różnych ryzykownych przedsięwzięciach, na przykład funduszach hedge. Zasadę tę wprowadza się z założeniem, że zasobny inwestor rozumie i akceptuje pewne rodzaje ryzyka. W USA inwestor akredytowany to taki, którego albo roczny dochód w dwóch ostatnich latach przekraczał 200 tys. USD (lub 300 tys. USD łącznie ze współmałżonkiem), lub którego aktywa netto wynoszą minimum 1 milion dolarów.

W Polsce podążono innym tropem uznając, że mianem inwestora można nazwać wyłącznie tych, którzy związani są dość ściśle z rynkiem finansowym. Nie ma szans na wejście do tego nowego grona, osoba która na przykład zajmowała się obrotem nieruchomościami i dysponuje milionowym majątkiem. Przyjrzyjmy się konstrukcji ustawy. Aby zostać inwestorem kwalifikowanym należy spełnić dwa z trzech warunków. Pierwszy z nich mówi, że należy w okresie 12 miesięcy zawrzeć co najmniej dziesięć transakcji papierami wartościowymi w obrocie zorganizowanym, każda o wartości 50 tysięcy euro. Czyli, wszyscy, którzy dokonują znacznych transakcji ale nie w obrocie zorganizowanym, mogą zapomnieć o spełnieniu tego warunku. Zostały jeszcze dwa. Kolejny mówi, że wartość portfela papierów wartościowych potencjalnego inwestora wynosi minimum 500 tys. euro.

Brawa dla pomysłodawcy. Można mieć gotówki dziesięć milionów, udziałów w spółkach z o.o. (nie są papierami wartościowymi) na kolejne setki oraz nieruchomości o znacznej wartości i niestety nie spełniać tego prostego warunku. Cały czas nie mogę zrozumieć, skąd wzięła się stawka 500 tys. euro. Czy twórcy naszego prawa uważają nas, za aż takie zamożne społeczeństwo. Generalnie w Europie wprowadzono ograniczenia minimalnej inwestycji – we Francji jest to np. 10 tys. euro, w Irlandii 12,5 tys. ale we Włoszech 500 tys.

Został więc warunek trzeci – osoba taka pracowała w sektorze finansowym przez co najmniej rok na stanowisku wymagającym wiedzy z zakresu inwestycji w papiery wartościowe. Zapis ten jest tak absurdalny, że nie wiadomo nawet jak go skomentować. Po raz kolejny pokazuje, że twórcy prawa papierów wartościowych w Polsce rynek finansowy pojmują w dość ograniczony sposób – jest to rynek papierów wartościowych. Jeśli więc ktoś pracował w banku na bardzo wysokim stanowisku, niestety zajmował się wyrafinowanymi produktami bankowymi, nie będącymi papierami wartościowymi, choć wymagającej znacznie większej wiedzy z dziedziny ryzyka może uznać się za finansowego idiotę.

Na koniec zostawiłem największy smaczek. Jeśli jednak komuś uda spełnić się dwa z powyższych warunków, aby zostać inwestorem kwalifikowanym musi wystąpić o wpisanie na listę inwestorów kwalifikowanych. Witaj socjalizmie. Nie ma to jak rejestry, spisy i ewidencje. Dodatkowym smaczkiem jest to, że w kraju tak przeżartym korupcją jak Polska, taki rejestr dla wielu zainteresowanych będzie wyjątkowo smacznym kąskiem

* założyciel portalu futures.pl oraz profitlab.pl ekspert DM BOŚ

Opcje dostępności

Wysoki kontrast
Czytaj stronę
Kliknij aby czytać
Podświetlenie linków
TT
Duży Tekst
Odstępy między tekstami
Zatrzymaj animacje
Ukryj obrazy
Df
Przyjazny dla dysleksji
Kursor
Struktura strony